Gdy w Smarcie kończy się turbina…

Jak już wspominałem w poście poświęconym wyjazdowi Smartem do UK, mieliśmy ostatnio małe problemy z turbiną. Chociaż nie… – to wcale nie były małe problemy, bo w czasie drogi turbina dokonała swojego żywota i komputer pokładowy przeszedł w tryb serwisowy ograniczając naszą prędkość do 100 km/h (a na wzniesieniach nawet tyle nie byliśmy w stanie wyciągnąć). Na szczęście do celu udało się dojechać w jednym kawałku :)

Jak to się zaczęło?

Turbina świszczała już w momencie zakupu i mieliśmy świadomość, że czeka nas jej wymiana. Z czasem świst towarzyszący dodawaniu gazu stawał się coraz głośniejszy – do tego stopnia, że przy dynamicznym ruszaniu spod świateł ludzie się za nami oglądali ;) Póki jednak turbina działała, odwlekaliśmy jej wymianę…

Jaki jest koszt nowej turbiny?

Nie mam pojęcia. Używane turbiny po regeneracji kosztują od 700 do 1200 zł (i to pod warunkiem, że się im odeśle starą turbinę) i powyżej tej kwoty nie miałem zamiaru szukać niczego innego ;)

Jednak będąc w Anglii udało się nam znaleźć na eBayu nieco tańsze rozwiązanie – za około 600zł kupiliśmy sam kompletny wkład turbiny:

Wkład turbiny do Smarta Fortwo CDI

Zdjęcie pochodzi z aukcji http://r.ebay.com/hVrcNG

Czy wymiana była trudna?

Dojście do turbiny jest w Smarcie nieco utrudnione, dlatego musieliśmy zdemontować cały zderzak oraz tylną belkę, za którą schowane jest turbo:

Smart na podnośniku

O ile wyciągnięcie starej turbiny było dosyć proste, o tyle z włożeniem tego nowego wkładu walczyliśmy dobre pół godziny, aż w końcu zdecydowaliśmy zdemontować cały kolektor, żeby móc złożyć całe turbo na spokojnie na stole i później tylko wszystko przykręcić z powrotem na swoje miejsce.

Nie powiem – było z tym trochę zabawy, ale chociaż jak już zdemontowaliśmy kolektor, to zrobiło się dojście do EGR, więc przy okazji przeczyściliśmy w nim zawór, który też zostawiał w komputerze jakieś błędy.

Koniec końców, udało się nam złożyć Smarka do kupy i niczego przy okazji nie zepsuć. Z nową turbiną Smart dostał wyraźnego kopa przekładającego się na wzrost dynamiki w całym zakresie prędkości. Miodnie!

Przy okazji całej operacji wymieniliśmy także olej i filtry, więc już ze spokojną głową mogliśmy bez żadnych obaw wracać do Polski :)

Co było nie tak ze starą turbiną?

Nie mam 100-procentowej pewności, co powodowało ten głośny gwizd. Wiem jednak, że turbina miała już dosyć duże luzy – zarówno poprzeczne, jak i wzdłużne. W czasie pracy musiał też wpaść do niej jakiś śmieć, bo jedna z łopatek była dosyć mocno wygięta (obstawiam, że to właśnie ona zakłócała obieg powietrza powodując gwizd):

Stara turbina ze Smarta

Stara turbina ze Smarta

Pewne jest jedno – po wymianie wszystkie problemy zniknęły. I to jest najważniejsze.

Czy nie bałeś się zakładać takiego chińskiego gówna, zamiast sprawdzonej turbiny od solidnego sprzedawcy?

Jasne, że się bałem. Ale wyjścia za bardzo nie mieliśmy, bo większość naszego budżetu pochłonął sam wyjazd do UK, więc musieliśmy pójść na kompromis. Jak to bywa z takimi chińskimi turbinami, mieliśmy 50% szans na to, że się nie rozsypie przy pierwszym uruchomieniu. Na szczęście tym razem pech nas nie dopadł i turbina przeżyła zarówno pierwszy start, jak i jej późniejsze katowanie w czasie testów. A biorąc pod uwagę to, co ludzie piszą o tych chińskich wynalazkach na forach, jak już turbina przetrwała pierwsze odpalenie, to powinna posłużyć przynajmniej kilka lat :) I tego się trzymajmy!

Szerokości!
Łukasz

  • Saeglopur89

    Smartem do UK?!

    O ile samochód jest naprawdę przyjemny i wbrew pozorom bardzo pojemny to jednak na takiej trasie to musi być koszmar! Pisze Pan o tym, że po awarii dało się jechać tylko do 100km/h a ja się pytam jakim cudem dało się więcej bez proszenia się o tragedię?  

    Jeździłem dieslem chyba 0,8 i między 90 a 100km/h samochód z racji swojego, krótkiego rozstawu jeździł wężykiem :O

    • Po pierwsze – nie pan, tylko Łukasz ;)

      Co do jazdy w trasie – na silnym wietrze rzeczywiście trzeba było mocniej trzymać kierownicę. Jednak przy ładnej pogodzie spokojnie gnaliśmy 130 km/h (czasami i zamykaliśmy licznik na 140 km/h) i jechało się bardzo fajnie. Serio – niczego nie koloryzuję. Po prostu gnaliśmy przed siebie, a auto prowadziło się bardzo pewnie.

      Może u Ciebie było gorzej, bo miałeś źle ustawioną zbieżność?

  • guzik121

    Część.
    Możesz jeszcze napisać ile km zrobiłeś z tym świstem zanim turbina padła??
    Było to 500 czy może 5000??

    • Turbina świszczała już w momencie zakupu, więc ciężko powiedzieć, ile auto zrobiło km w takim stanie. My na pewno zrobiliśmy dobrych kilka tysięcy :)