Jak to jest pojechać Smartem w trasę liczącą 3000 km?

Wśród ludzi utarło się przekonanie, że Smarty są typowo miejskimi autami. I trochę racji w tym jest, bo nigdzie Smart nie sprawdzi się tak dobrze, jak w mieście. Małe gabaryty pozwalają zaparkować dosłownie wszędzie, a półautomatyczna skrzynia w znaczny sposób ułatwia jazdę w warunkach, w których trzeba co chwilę zatrzymywać się i ponownie ruszać.

Nie oznacza to jednak, że Smarty nie nadają się na dłuższe wycieczki. Od momentu zakupu naszego Smarka (3,5 miesiąca temu) byliśmy nim już dwa razy w Anglii, pokonując w sumie cztery razy trasę liczącą około 1500 km:

Trasa z Zielonej Góry do Wrexham

kliknij, aby powiększyć

Za każdym razem wszyscy się nam dziwią, że mieliśmy odwagę wybrać się „takim” samochodem w tak długą podróż. A ja zawsze odpowiadam tak samo – „Takim? Czyli jakim?”. Smart ma silnik, cztery koła, dwie wycieraczki, podłogę pod nogami i dach nad głową. Nie ma jedynie tylnej kanapy, co wg wielu osób dyskwalifikuje go jako auto, którym można wyjechać poza miasto ;)

No dobra, ale jak się nim jechało?

Jechało się świetnie. Szczególnie, że praktycznie całą trasę jechaliśmy autostradami, więc rzadko kiedy schodziliśmy z prędkością poniżej 120 km/h. Średnio staraliśmy się trzymać w granicach 120 – 130 km/h (chociaż kilka razy przyłapałem Justynę, jak podczas mojej drzemki jechała w okolicach 140 km/h;)

Generalnie po autostradach jedzie się bardzo przyjemnie. Na pewno przyjemniej, niż po naszych drogach międzymiastowych, które pełne są dziur i nierówności. A jednak Smarty są autami o dosyć sztywnym zawieszeniu, więc wszystkie te dziury są odczuwalne.

A jak ze spalaniem?

Trzymając się prędkości 120 – 130 km/h nasz Smark spalał średnio 3,8 l diesla na 100 km, czyli paliwo na drogę w jedną stronę (~1500 km) kosztowało nas około 250 zł (do tego 35€ za prom z Dunkierki do Dover). Cała wycieczka do UK zamknęła się więc w 800 zł. Całkiem przyzwoicie :)

Takie spalanie udało nam się utrzymać podczas pierwszego wyjazdu do UK. Za drugim razem nie było już tak różowo…

Biednemu zawsze wiatr w oczy!

Jadąc za drugim razem do Anglii przez ponad połowę drogi walczyliśmy z potężnymi wiatrami. Baliśmy się nawet wyprzedzać ciężarówki, bo majtane wiatrem tańczyły po całej drodze. Silne wiatry odbiły się też na spalaniu naszego Smarka – praktycznie przez całe Niemcy ciągnął z baku ponad 5 l/100 km :/

Mało tego! Od dłuższego czasu żyliśmy ze świadomością, że czeka nas wymiana turbiny (gwizdała jak opętana). Przy tak silnych oporach wiatru turbina zaczęła niedomagać, co zaskutkowało przejściem komputera pokładowego w tryb serwisowy. Na szczęście mogliśmy jechać dalej, ale ciężko nam było dobić nawet do głupich 100 km/h, więc ostatnie kilkaset kilometrów dłużyło się nam niemiłosiernie. Ale jechaliśmy i to było najważniejsze.

Turbina do Smarta ForTwo City Cupe

Będąc już na miejscu mąż mojej kochanej szwagierki (ma swój warsztat) dokonał transplantacji turbiny i Smark odzyskał swoją dawną moc. Ale to jest już temat na osobny post :)

A jak z pakownością?

Zanim zaczęliśmy się pakować na drogę powrotną spojrzałem na wszystkie torby leżące na podłodze i byłem święcie przekonany, że nie ma najmniejszych szans, żeby upchać to wszystko do Smarka. Mieliśmy do zabrania dużą walizkę mojej Teściowej, naszą małą walizkę, kilka dużych toreb z ciuchami, plus do tego całą masę innych pierdół. Gdybym nie zobaczył tego wszystkiego w Smarcie (którego pakowność przecież już dobrze znam), w życiu bym nie uwierzył, że udało się to wszystko spakować. A nam nie dość, że udało się wszystko upchnąć, to jeszcze mieliśmy z tyłu prześwit, który nie zasłaniał wstecznego lusterka :D

Strasznie żałuję, że nie zrobiłem żadnego zdjęcia tych rzeczy…

Najważniejsze są powroty!

Dam Wam dobrą radę – zawsze, ale to ZAWSZE zaopatrzcie się w potrzebne waluty jeszcze przed wyjazdem. Nam się nie chciało jechać do kantoru przed drogą powrotną, więc sprytnie sobie zaplanowaliśmy, że Euro na paliwo kupimy na promie. Oczywiście, jak na złość, kantor na promie był akurat nieczynny :/ Za kasę, którą mieliśmy na koncie, udało się nam dojechać do Hannover, w którym zaczęły się paniczne poszukiwania kantoru. Żeby było weselej, oboje nie mogliśmy złapać zasięgu, a ostatnie Euro wydaliśmy w niemieckim parkomacie. Łaziliśmy więc po mieście z funtami w kieszeni, nie wiedząc nawet, jak powiedzieć „kantor” po niemiecku ;) Na szczęście w końcu udało się znaleźć kantor na dworcu kolejowym (swoją drogą – POTĘŻNYM dworcu) i szczęśliwie wrócić do domu :)

Więcki w Smarcie

I na koniec powiem Wam jeszcze jedno. Chociaż w Anglii karmili nas dobrze, to największą radość po przekroczeniu naszej granicy sprawiły nam hot-dogi z Orlenu :D

Szerokości!
Łukasz

  • Pragmatyczny Przemek

    Kiedyś mi się smart podobał, nawet już na niego chorowałem.
    Jak się miało pojawić dziecko to choroba szybko przeszła – niestety.

    Ewentualnie ForFour, ale ta cena.
    Smart mi się jawi trochę jak apple. Nie dla wszystkich dla hipsterów :)

    Odnośnie kasy w kantorach to ja polecam kantor online który daje kartę

    rozliczną w danej walucie. Przy wymianie lepszy kurs, darmowe wpłaty i wypłaty w oddziałach darmowa wypłata gotówki w danym państwie ;) .

    Czego chcieć więcej.
    Polecam aliorkantor – ref link – https://kantor.aliorbank.pl/register/personal?recommendation=DEW5I2GOYDC4

    Ogólnie wszytko za free, zatem na dowolną stację byś podjechał i miał jak zapłacić za tankowanie ;)

    • Normalnie płaciliśmy swoją kartą debetową mBanku, tylko skończyła się nam tam kasa (wszystko mieliśmy w gotówce w funtach;)

      A dziecko i Smarta można pogodzić. My tego naszego kupiliśmy właśnie od rodziny, która woziła w nim dziecko (tzn. matka sama z dzieckiem jeździła;). Sprzedali Smarta dopiero, jak urodziło im się drugie dziecko :)

  • uosiu

    A jak z hałasem przy 140? Niby auta na trasę to takie, które mają prędkość marszową rzędu 140 (ale mogą trochę więcej żeby wyprzedzić coś) i przy tej prędkości nie trzeba podnosić głosu :-)

    • Przy takiej prędkości słychać jedynie szum opon (zimówki) i podmuchy wiatru. Sam silnik na 6 biegu pracuje na dosyć niskich obrotach (poniżej 3000), więc go nie słychać (szczególnie, jak bagażnik jest zawalony rzeczami, które dodatkowo go wygłuszają). We znaki dawała się jedynie gwiżdżąca turbina, którą na szczęście już wymieniliśmy :)
      Ale generalnie głośno nie jest. Jadąc 130km/h nadal spokojnie można rozmawiać bez podnoszenia głosu.

  • Pingback: Gdy w Smarcie kończy się turbina... » Moje Smarki()

  • Pingback: O małego trzeba dbać! Szczególnie, gdy się pobrudzi... » Moje Smarki()